You are currently viewing Bieszczady 2026

Bieszczady 2026

Trip roku… To byłby gdyby przebiegł zgodnie z planem. Ale tu nic nie było zgodnie z planem. Komplikacje od czwartku, w piątek kombinowanie jak koń pod górę aby tylko to skleić. Ale ciśnienie było, więc skleiliśmy. Od ojca pożyczyłem gruza, dobrze że to nie zima bo trzeba było by go z kabli odpalać. Za to ma inne zalety, np 3 rowery do środka to nawet małpa by zapakowała. Ropy zalane za 200pln, jedziemy. Ja i Krzynia. Dzisiaj tylko do Rymanowa. Tam ognisko, Pliska i tłumaczenie Krzychowi co to jest IPN, jak działa krs i inne takie tam xd.

Z racji że Krzychu musi do 9:30 odebrać gruza z wypożyczalni z Polańczyka wstajemy o 6 rano w stanie mocno średnim. Na szczęście kierowca w dobrym. Gdzieś między Zarszynem a Sanokiem wbijamy do frogszopu po łomże 9%. Bo wiecie, nawet jak u was jest 6:40, to gdzieś na świecie jest po 12 xd. I tak nam lecą kilometry, łomżunie goszczą się w żołądkach, odbieramy tose z Polańczyka i lecimy do Cisnej.

Na bazie szybki ogar, przepakowanie (szybki tylko z nazwy, zeszło się z 2h) i wbijamy na stokówkę w stronę Wetliny. Tu już jest grany balsam kardynalski z miętą, kmwtw. Po drodze skracamy pierwotny plan i postanawiamy że zrobimy tylko żółty na Jasło i gsb do Cisnej.

Kubie tego dnia towarzyszą awarie – najpierw łańcuch spada z kasety w szprychy i przez 20 min próbujemy go wyszarpać, przy okazji stosując metodę rozpinania spinki kamieniem o blat, jak już w końcu się udaje to na zjeździe z Jasła pssssst – kapitan flak.

Posiedzenie komisji ds melanżu w górach trwa z godzinę. Ja wcześniej zgubiłem całą ramę marlboro przy szutrówce, flakon się kończy. Lipa jak chuj. Jedziemy do Cisnej, Siekiera nas uratuje.

Zaraz za Małym Jasłem Krzyś glebi na prostym i płaskim kawałku łąki. Potem będzie aaa, boli, daj plaster, może jutro szutrówki. Krzychu, naucz się jeździć xd. Plus tego jest taki że mamy z Kubą okazje przetestować sobie roczną Tosę. No cóż, ani ja nie zamieniłbym orbeii ani Kuba haibike za tą tosę.

Dobra, koniec tego pierdolenia! Zjazd do Cisnej przyjemny, na końcu cofamy się jeszcze te 1500m po moją ramę szlugów która leży jak leżała tam gdzie ją zostawiłem i zawijamy na bazę.

Pora się ogarnąć i do Siekierezady

Chyba najlepsza kolekcja poroża na południu polski. Ja po wyjściu z niej już mam dość melanżu, niestety te czasy że człowiek mógł walić 3 dni chlania ciągiem były i bezpowrotnie mineły. Idę spać koło 20. Chłopaki walczą do 2 w nocy. Nastepnego dnia w pokoju plac jak po bitwie, zbity flakon z piwem, wszędzie szkło, kurwi browarem jak pod Dębnickim w Krakowie. I po środku tego menelandu trzej chujowie, trzeźwiejący. Dobrze że chociaż na łóżkach a nie na podłodze w tym szkle.

Straty jak zawsze są, połamałem oksy, więc idę do centrum kupić cokolwiek. Kuba nietomny, więc postanawiamy z Krzychem odwieść gruza na Polańczyk i pójść na połoninę Caryńską. Aha, Krzychu to przeziębienie które złapałeś to covid xd. Sprawdzaliśmy.

Znam całe Bieszczady bardzo dobrze ale po prawie dekadzie nieobecności w tych górach poważnie się zastanawiam co ludzie z innych części Polski w tym widzą? Akcja Wisła wysiedliła stąd Łemków i Wołosów, ja rozumiem że klimat pionierów w latach 50 był ciekawy, ludzie uciekali tu przez opresyjnym PRLem, ale kurwa mać, po chuj tu jeździć obecnie? Beskid Żywiecki oferuje to samo tylko lepiej pod każdym względem, nie ma durnego Parku Narodowego, który zresztą powstał po to żeby ludzie po wojnie nie wracali odbudowywać swoich wiosek. Na połoninach piździ jak w kieleckim. No nic, odbębniłem i przez kolejne 10 lat tu nie wracam.

W dawnych, dobrych czasach zrobiłem na rowerze wszystkie te szczyty za wyjątkiem Tarnicy która już 15 lat temu była syfiasta na rower i Wielką Rawką, na której byłem z buta. Veni vidi vici.

Dzień kończymy ogniskiem, a jakże! W Poniedziałek pora zwijać mandżur, posprzątać po sobie gnój, a był w chuj i jechać do domu.

Stare dci mające na blacie 350 tysięcy pali od kopa, więc zdupcamy. Do domu lekko ponad 200km. Jak bym liczył do Bielska to prawie 500. Ropy poszło za 220 pln, więc bez dramatu jak na obecne, patologiczne 8,99 za litr diesla. Po drodze jeszcze wchodzimy na moje ulubione rydzowisko w tej szerokości geograficznej, ale mimo nocnego deszczu jest za sucho i zwojowane. Innym razem.

Na amanita muscaria dobry czas

Elo, do następnego!

Dodaj komentarz