Budzisz się w losowy dzień w środku tygodnia, za oknem jest lampa na 30* bez ani jednej chmurki na niebie, sprawdzasz na szybkości czy złapiesz pociąg – no złapiesz. Szybkie pakowanie, dzida na dworzec i jedziesz pod samą granicę z Ukrainą. Po drodze widzisz krajobraz po żniwach, czasem przy torach mijasz składy betonowych smoczych zębów, które wiadomo gdzie trafią. Na miejscu klimat trochę jak na kresach wschodnich, wielkie pola po horyzont, rzadka zabudowa gdzieniegdzie. Kierunek na Fort XV Borek.


Ma dobrze zachowany budynek koszarowy, oraz wały ziemne. Na jego pokładzie nie było miejsc dla ciężkiej artylerii, a jedynie dla dział bliskiego wsparcia. Jest położony blisko granicy, może z 300m od niej. Bardzo dobre orzechy włoskie obok niego rosną a że akurat jest sezon to nabieram do sakw na zapas. Będzie co łupać w domu xd.
Teraz kierunek Fort I Salis-Soglio. Byłem już w nim kiedyś. To duży, ceglano-betonowo-ziemny obiekt artyleryjski, zachowany w niezłym stanie z ogromną ilością podziemnych korytarzy, przejść, klatek schodowych itp. Trochę przypomina podkrakowski Fort Rajsko, przy czym Rajsko jest większe powierzchniowo i na moje oko mniej zawiłe w podziemiach. Tu warto mieć ze sobą czołówkę, obejście nawet pobieżne zajmuje lekko godzinę. Jest udostępniony do samodzielnego zwiedzania, jak zdecydowana większość z całej twierdzy. Z racji iż leży dosłownie w pasie granicznym nie można przeginać z jego eksploracją zewnętrzną bo zostaniemy wylegitymowani przez straż graniczną.




Niestety nie mam całego dnia żeby siedzieć w jego podziemiach 3h, więc w końcu się zbieram. Teraz nieśpieszna jazda do Łuczyc.


Fort Łuczyce wygląda jak inny świat. Ni to Toskania, ni to Francja koło Verdun. To drugie skojarzenie jak najbardziej zasadne, w końcu twierdza przeżyła 3 oblężenia w czasie I WŚ. W Chorwacji też widywałem podobne miejsca, tylko trawa była bardziej wypalona no i tu nie ma cykad. Bardzo zadbana jest cała okolica – trawa i chaszcze wykoszone, porobione ławeczki, miejsca na ogniska, cześć łąk wytarasowana żeby można było rozbić namiot.




Tu jest bardzo fajne miejsce żeby przyjść sobie z dziewczyną i kocykiem, tylko pogoda musi być taka jak na zdjęciach 😉 Zresztą nie tylko ja mam taką rozkminę. Długo tu siedzę, ciężko oderwać oczy od tej płaskiej kotliny i morza gór za nią.

Głóg czy tam dzika róża gotowa na zamianę w domowe wino. W poprzedniej dekadzie praktykowałem, choć moje efekty bardziej przypominały wino z Orwellowskiego roku 1984. Ale kolega robił dobre, więc da się.


Po samym forcie można zrobić sobie sightseeing nie zsiadając z rowra. Co zresztą czynię.

Cała Twierdza ma 15 fortów głównych, 27 pomocniczych, trochę pomniejszych umocnień a mi 4,5h zajęło w miarę dokładne obejście trzech… Temat został liźnięty, ale na pewno nie wylizany do końca. Tu można tydzień siedzieć, jeździć tylko po obiektach twierdzy a i tak wszystkiego nie zobaczymy.

Nic co dobre nie trwa wiecznie, pociąg powrotny mam punkt 18 i nie mogę na niego nie zdążyć. Trzeba lecieć. Lecimy wysoko, ponad darniami.

To Wiar, najbardziej szalona rzeka polski. Może mieć przepływ 1m3/s, a może 180m3/s. Dla Wiaru fala wezbraniowa rzędu 4-5m wysokości nie jest wielkim wyczynem. Rekord z Krównik (jego dolny bieg) wynosi 872cm, z rekordowym przepływem w okolicach 620m3/s. Dla porównania średni przepływ Wisły w Sandomierzu wynosi ok 200m3/s, a w ujściu oscyluje około 1000m3/s. Ot górska rzeka, krótka, z dużymi spadkami terenu w zlewni oraz dość małą i wąską doliną.
Teraz kierunek kopiec tatarski w Przemyślu. Po drodze różne wydupia, ale jedno trzeba przyznać – tu jest jakby nowocześnie! Droga bez fal dunaju, ścieżki rowerowe asfaltowe a nie z chujowej kostki co po 2 zimach jest do remontu, oznaczenia prima sort.

Takie lokalne beverly hills. Pegaz czeka na dole, nie powiem przed przybyciem tu obawiałem się zostawiania go tak o, byle gdzie, ale chyba bez powodu. Nie ma w Przemyślu raczej czego się bać w kwestii dziubnięcia roweru, tzn jest standardowo jak na polskie miasto. Łańcuch prewencyjnie i tak zapięty.



Fort Zniesienie, zamek, rynek i na peron. Ładny jest Przemyśl. Zawsze był, ale teraz jest jeszcze żywy. Jest środa, zwykły dzień roboczy tyle, że ładny. Pełno ludzi w centrum. Jak chodzi o obcokrajowców to o dziwo najczęściej słyszę niemiecki. Czyżby bezpośrednie połączenie kolejowe stanowiło zalążek egzotycznej weekendowej wycieczki?



Piękne dworce kolejowe nam zostały po Austro-Węgrzech.

Gdzie byłem na wycieczce? Przemyśl… Przemyślałam i nadal nie wiem. Taki suchar na koniec.
Elo, do następnego!
