
Odkąd przeprowadziłem się z krk do bielska chodził mi po głowie ten trip. Na logikę łatwiej było by go zrobić w drugą stronę, ale po pierwsze: lepiej się jedzie w stronę domu a po drugie wieczorny pociąg IC z Krakowa do BB jest zawsze oporowo zapchany ludźmi, że nie ma gdzie stanąć, nie mówiąc o powieszeniu tych dwóch elektrycznych kobył na hakach.

Pogoda nylonowa, ale może nie lunie. Z racji że wyciągnąłem na tego tripa Kubę, 1/2 zespołu który postawił Norę czas na lokowanko: jak szukacie firmy która zrobi stronę dla Waszego biznesu/hobby/zwykłej próżności polecam: https://conturre.com/
Po szybkim przelocie dworzec>planty>Grunwaldzki>Mateczny lądujemy pod W9. Musiałem mu to miejsce pełne dobrych chęci pokazać. Spędziłem tu piękne 3 lata, mówią że praca to drugi dom. Czasami to aż zbyt dosłowne xddd.

Niestety dla Was 98% historii i anegdot z tego miejsca jest całkowicie nieemisyjna. I choćby mnie krzywym, rometowskim kołem łamali nie powiem. Nie dla tego że nie chcę. Nie pamiętam 😉

Potem lecimy na Zakrzówek. Ale nie od strony kąpieliska, co to to nie. Dla nie-krakusów zupełnie nieoczywiste spojrzenie na to różnorodne miasto. Zawijamy jeszcze do Groty Twardowskiego na dosłownie 3min. Kiedyś oprowadzę dogłębniej, teraz nie ma czasu. Teraz trzeba nawinąć sto klocków.


Liczyłem na to że się pościgamy z lamusami na wałach do Tyńca, ale kolejny raz się przekonałem że liczyć to można na siebie i nic więcej. Niedziela w maju, a pusto jak w poniedziałek w listopadzie. Czuję się zrobiony w wała.


Tyniec od strony Piekar majestatyczny jak zawsze. Teraz seria krótkich podjazdów i zjazdów aż do Czernichowa. W Łączanach zauważam że coś niebezpiecznie szybko schodzi mi prąd z modeco. Mniej więcej 10% na 10km. Przy takim natężeniu braknie mi zasilania jakoś w Kętach. Przełączam mapę wspomagania na zupełnie mulastą, 34nm na eco, przygotowaną na takie właśnie historie. Jazda na niej nie ma nic wspólnego z przyjemnością. Ot uroki jazdy pod wiatr.

Za Zatorem zamieniamy sie gruzami na ok 5 km. Przypominam tym mniej wprawnym parom oczu: Modeco 3.0 na EP8 i Modeco 2.0 na Bafangu M200. Różnica jest o całą klasę. Na obu da sie jechać, ale na moim 3.0 możesz puścić kierownicę przy 50km/h i nic się nie wydarzy, 2.0 przy tej prędkości wpadnie w shimmy i będzie próbowało Cię zabić. Niezapomniane wrażenia xd.

A to już ruiny pałacu w Grębowie. Stąd już niedaleko, do Kęt z 15km, do Bielska niecałe 40km. Czuję w nogach a zwłaszcza w kolanach że już dobrą chwilę jadę na mapie dla emerytów.

Widać góry znaczy dom blisko. Desant Kęty-Kozy-Hałcnów-Polna przebiega bez większych emocji. Mi zaczyna krytycznie brakować prądu, ale udaje się dociągnąć pod chate nie zajechawszy baterii poniżej 10%. Kuba jest ode mnie ok 30kg lżejszy, jemu 720wh starcza bez problemu na dojechanie do mieszkania a nawet rundkę po mieście.

Po wypadzie trzeba się odpowiednio zregenerować, więc jedziemy na Olszówkę zjeść pyszną piczunie i popić piwem. Samej jazdy wyszło 5h, u mnie ok 110km.
Elo, do następnego
