You are currently viewing Krawców Wierch

Krawców Wierch

Piątek i okno pogodowe na kilka godzin powoduje swędzenie dupy – trzeba gdzieś pojechać. Szybka kalkulacja – tu mi się nie chce, tam chyba braknie prądu, no to dobra – Krawców Wierch. Aż dziw że nigdy nie byłem. Do Rajczy pkp, potem na przęł. Glinka na najbardziej mulastej mapie, bo jednak wolałem mieć na cześć szlakową prąd bez limitu pod nogą.

Z przęł. Glinka postanawiam początek szlaku ominąć słowackimi stokówkami. W około cały czas krążą chmury z krótkim ale solidnym deszczem. Tu już inna mapa wspomagania jest grana, bo priorytetem jest moc a nie wydajność. Dojeżdżam pod schronisko po ok 3km, o suchych plecach, więc misja początkowa udana. Mam wolne do poniedziałku, wiec jest mi absolutnie wszystko jedno czy będę musiał tu zostać czy nie. Samo schronisko dokładnie takie jak lubię – słyszysz jak biedronka po niej chodzi bo tak trzeszczy podłoga. Zapach drewna, w jadalni dodatkowo zapachy robiącego się obiadu z kuchni. Piękne, aż się łezka w gardle kręci. Poproszę brackie, przelewam sobie i wychodzę na marlboraska przed chałupę.

Widok z samej góry hali jest wyborny, cały Worek Raczański jak na dłoni.

Chrystus patrzy na ten kraj i nie wierzy w to co widzi. Też byłbym zafrasowany w którą stroną to zmierza. Dobra, dopite, wypalone, nie pada, wiec lecimy w dół. Z jednej strony zjazd szlakiem na modeco to bezsens, ale z drugiej to przygoda xd. No to proste że jedziemy. Żółty do Kubiesówki.

Pierwsze 3,5km lajt, przeplatany okazjonalnym dobijaniem widelca (muszę w końcu te uszczelki w komorze wymienić) ale potem kończy się zabawa i zaczyna się chujnia. Szlak świeżo zaorany harvesterem, nie ma miejsca gdzie można postawić stopę bez zapadania się po kostkę w błocie. Pegaz kloc zapada się do bagna na kilkanaście cm. Iść się nie da, patrzę na mapę – tak na oko z 300m jest tej rzeźni. W końcu udało się dojść do betonowych płyt – dawno się tak nie ucieszyłem na ich widok. Potem jeszcze jakiś kilometr zjazdu z nachyleniem miejscami po 20 kilka procent. Idealny na spalenie klocków, ale przynajmniej opony się otrzepały z błota. Z Glinki to już spacerek, do Rajczy, potem jeszcze kawałek velo sołą do Węgierskiej Górki, S5 i do Bielska. Elo i do następnego

Dodaj komentarz