You are currently viewing Odrzykoń i via ferrata w Czarnorzekach

Odrzykoń i via ferrata w Czarnorzekach

Miał być zwykły wyjazd na zamek w Odrzykoniu, a wyszedł z tego wyjazd pełen zaskoczeń. Ale po kolei (nomen omen) – dojazd z Rzeszowa do Wojaszówki robię koleją. Pierwszy raz w życiu przejechałem linię nr 106. Jeździ tam spalinowy szynobus, zresztą taki sam jak do Mielca. Z miejscem na rowery jest lipa ale jakoś się udało. Jak nie ma za dużego obłożenia to jeden czy dwa rowery jeszcze da się nim przetransportować. Wysiadam w Wojaszówcę i teraz kieruje się pod zamek.

Moja standardowa trasa – Wojkówka, Bratkowice, Odrzykoń. Zużycie prądu zerowe. Potem jeden krótki, stromy podjazd i zaczynam widzieć to po co tu przyjechałem.

Trochę jakby więcej muru

Ale sam zamek postanawiam najpierw obejść od dupy strony. Krowia Turnia. Dawniej przy tych skałach było wejście na górny zamek, co zabawniejsze wchodziło się do niego przez podziemia. Spędziłem tam kupę wieczorów, do dzisiaj pamiętam ich rozkład pod Kamieńcem. Dzisiaj to przejście zostało zamurowane i otoczone płotem.

Spodziewałem się takiego obrotu spraw, to było by zbyt piękne, żeby nadal dało się na krzywy ryj tam wejść. Obchodzę sobie cały zamek wzdłuż fosy i wchodzę do środka. Bilet kosztuje 15 ziko ale ważna uwaga – nie zapłacicie kartą – cash only.

Zamek Kamieniec w Odrzykoniu to średniowieczna warownia wzniesiona na skalistym wzgórzu w XIV wieku. Początkowo należał do rodu Kamienieckich, a później przechodził w ręce kolejnych właścicieli. W XVI wieku zamek został rozbudowany i podzielony na dwie części należące do różnych rodzin szlacheckich. Z czasem warownia zaczęła podupadać, szczególnie po zniszczeniach dokonanych podczas potopu szwedzkiego w XVII wieku. W XVIII i XIX wieku zamek był już w dużej mierze ruiną. Jego historia stała się inspiracją dla Aleksandra Fredry, który poznał dzieje konfliktu dawnych właścicieli podczas pobytu w zamku. Na ich podstawie napisał komedię „Zemsta”, a zamek stał się pierwowzorem miejsca wydarzeń utworu. Historia zamku jest dobrze udokumentowana, zainteresowanych odsyłam do przekopania w tym celu internetu.

Po tym rysie historycznym zapraszam do dalszego zwiedzania:

Od wielu lat na zamku trwają prace remontowo-konserwatorskie, dzięki czeku udało się zapobiec dalszemu rozpadowi. Duża część murów została odbudowana, przypadkowy luźny kamień już nam na głowę nie spadnie.

Dawno temu, przy którymś z tych okien, na drewnianym, chyboczącym się rusztowaniu siedzieliśmy z kumplami po emce podziwiając czerwcowy wschód słońca. Piękne to były czasy.

Popatrzmy jeszcze na południe – cała panorama Bieszczad widoczna.

Echo Lourdes – to się nazywa kapliczka!

Teraz ok 10 min jazdy i widzimy się na parkingu pod Prządkami. Jak przystało na mój gawiedziowstręt, zamiast na główną część, schodzę w stronę Sokolca. Jakież jest moje zdziwienie gdy znajduję na nim to:

Gmina Korczyna wybudowała na nim w tym roku dwie ferraty, z informacji które udało mi sie znaleźć 10 czerwca br. podpisano umowę na jej wykonanie w terminie 3 miesięcy od jej zawarcia, więc możliwe że trafiłem na nią tuż przed albo tuż po otwarciu! Sam pomysł jest genialny, ta okolica od zawsze prosiła się o takie rozwiązanie. Ferraty są dwie, krótsza, bardziej eksponowana o nazwie „Via Carpatia” oraz dłuższa ale bardziej przystępna „Via Militaria”. Nic tylko brać uprząż, lonżę i sobie przejść obie.

Dookoła jest też wytyczona ścieżka zejściowa dzięki której można łatwo i komfortowo wejść na samą górę skał albo w dół do miejsca odpoczynku przy potoku Marcinka. Znakowana białym i niebieskim trójkątem.

Klasa, bardzo szanuję takie inicjatywy. Teraz turlam się do jeszcze jednego ciekawego miejsca – Dąb Poganin czeka.

Dawna cerkiew, obecnie kościół w Węglówce a na prawo od jego głównej nawy on – Dąb Poganin. Ok 650 lat, obwód prawie 9 metrów, 21 metrów wysokości. Nazwa pochodzi od wierzeń miejscowych jakoby drzewo było tak stare, że pamięta czasy przed chrześcijańskie. Dzisiaj już wiadomo ze to nieprawda. Ze wszystkich znanych mi, starych dębów na Podkarpaciu ten jest najlepiej zachowany. Myślę że spora w tym zasługa jego położenia – na samym spodzie doliny, przy potoku, bez wysokiej i stromej skarpy. Do tego z jednej strony osłonięty kościołem.

I to by było na tyle atrakcji na dziś – teraz nudne jak flaki z olejem 50km powrotu do domu.

O tam byłem, o

Elo, do następnego!

Dodaj komentarz