Chyba nie uwierzyliście w tą bajeczkę, że jeżdżę na rowerze żeby schudnąć xd. Ja się pogodziłem z tym że jestem gruby i będę gruby do końca. Przynajmniej mogę żartować z grubych ludzi i nie być hipokrytą. Więc wieprze, do ćwiczeń! Ja tymczasem pojechałem sobie na Suchą Górę. Milówka pkp, potem szlak zielony do schroniska na Hali Boraczej, które znajduje się dobre 3 km od Boraczego Wierchu. Cały podjazd zajął równo godzinę. Tym razem stwierdziłem że nie będę sobie żałował prądu za który i tak zapłaciłem, więc praktycznie cały trip zrobiony na turbo. No fajnie, nie powiem. Przy nachyleniu rzędu 20 kilka % orbea ma problem z utrzymaniem przedniego koła przy ziemi, co zresztą jest typowe dla rowerów z krótką bazą kół. Potem jebie w promieniu 10m, ale potem już tylko 10 min wypychu i jestem na hali. Po drodze nie mijam nikogo, czyli tak jak lubię. Na Boraczej jestem przygotowany – mam swoje piwo, swoje marlboraski i swoją wodę. Korzystam tylko z ławki. Gdybym nie mógł, korzystałbym z łąki.

Patrzę w niebo, patrzę na radar i widzę że w Korbielowie leje. Uff, dobrze, że tam a nie tu, bo nie zabrałem ze sobą dry baga.


Na turbiu to wszystko przede mną i za mną płaskie prawie. Jazda na kodach jak w mordę strzelił. A to tylko 60 niuta. Ja ze szpejem na plecach ważę 110kg. Ci wszyscy co się podniecają avinoxem 120mn – Wy zdrowo jebnięci jesteście, rowery tego nie dźwigną, ale cyferki na fakturze się zgadzają. Ha tfu.

Ten szałas to z tego co pamiętam jeszcze w marcu tego roku był ruiną, widać ktoś zainwestował i pewnie ma jakiś klasyczny pomysł typu wynajmę tą chałupę dla baców turystom. Dlaczego w tym kraju zupełnie niemal upadł schemat zostawiania bacówek postronnym turystom nie jest skomplikowany – losowe towarzystwo przychodziło, grandziło, paliło ogniska a czasem i chatki, robiło trzodę, zostawiało swoje śmieci w górach zamiast je zabrać ze sobą, hałasowało. Ogólnie nie dziwię się właścicielom takich przybytków tu czy np w Gorcach, że postanowili zabronić gościom nocować. Kultura ludzi gór zdechła, teraz każdy chce przyjść, wypić 4pak, spalić cały zapas drewna i pójść w chuj. Dramat, kurwa mać.

Szlak niebieski do Rajczy trawersujący Suchą Górę to szlak na raz – przejechać i zapomnieć. Albo takie, szerokie drogi że i patrolem na simexach się zmieścicie, albo drogi zajebane luźnymi kamieniami wielkości cegieł. Szkoda czasu. Ja po prostu odhaczyłem z listy.

Chociaż nie, cofam to – warto było to zjechać dla tych jeżyn. Boże, jak ja kocham jeżyny. Jedna prosta zasada – nie zjadamy tych przy samej ziemi, bo nie wiadomo co za zwierze i z jaką chorobą je obszczało. Ale tak pół metra nad ziemią i wyżej – no kurwa – wpierdalamy. Dla mnie o wiele lepsze, smaczniejsze i ciekawsze znalezisko w lesie niż borówki. Dobrze dojrzałe są w stanie zastąpić śniadanie, tyle w nich cukru.
Elo, do następnego!
