
Ahh, Rymanów Zdrój! Jakież to jest piękne miejsce. Najpierw przyjeżdżali tu moi dziadkowie w latach 80/90 zeszłego wieku. Potem moi rodzice razem ze mną i siostrą. Całe lata gimnazjalno-licealne siedziałem tu i jeździłem po okolicznych górach. Dla szczawika z pierwszym fullem w 2010/2011 roku to było coś! Miałem 16 lat, rower, nic do roboty i czas. Czas o który dzisiaj muszę walczyć wszystkimi dostępnymi metodami. Nie ważne, że dzisiaj mam tu 300km, kilka razy w roku muszę tu przyjechać. Czasem na rower, czasem na wąsa, a czasem na grzyby. Sentyment to przejebana sprawa. Ale tym łatwiej jest mi znaleźć czas bo mam tu ziomka z tych dawnych lat, z którym nadal trzymam kontakt, przez chwilę byliśmy prawie szwagrami, potem mieszkaliśmy w krk na tym samym mieszkaniu i dzięki niemu zacząłem pracować w proGównie. Lata zajebistych wspomnień.

Rzeczony ziomek, Kuba, właśnie ładuje ostatni podjazd na Zamek.

W XIV wieku powstał tu zamek przy Trakcie Węgierskim, z Rymanowa do Jaślisk. Jedyne ślady po nim to te wgłębienia i resztki czegoś na kształt wałów ziemnych trochę poniżej szczytu. Wiele ognisk na szczycie przerobiłem, jeszcze w normalnych czasach, czyli jak było za to pouczenie od leśniczego a nie 30 koła mandatu…

Rymanowski rampage – widzicie linię? czy niezbyt? xd

Tu jest na prawdę stromo, w tej suszy ciężko się chodzi po tym pyle, ale spacer zapoznawczy sobie robimy.

Po Zamku wbijamy na jeszcze jednego spota, ale nie wiem gdzie, co, ani jak. To inne góry. Słowacja też ma momenty.

Po intensywnym wysiłku warto zadbać o odpowiednie nawodnienie. W sumie to warto też przed i w trakcie. Kac płynnie (dosłownie) przechodzi w inny stan, trochę podobny xd. Konkluzja po tym tripie jest jedna – nigdy więcej jazdy po górach na nieelektryku – to nie ma sensu. Człowiek się zmęczy, wkurwi a na koniec rower i tak jedzie jak kłoda drewna, nawet jak 4 lata temu wydawał się kozacki. Sprzedam Orange five, stan mint. Cena na priv (pisać na ig)
Elo, do następnego!
