You are currently viewing Retro DH Fest Wisła Nowa Osada 2026

Retro DH Fest Wisła Nowa Osada 2026

Tak drogie dzieci, to jest Karpiel Armagedon z Marzocchi Supermonsterem. Zdarzają się na świecie takie combosy. I są ludzie którzy je mają. I w ostatni weekend w Wiśle Nowej Osadzie był wysyp takich ludzi i takiego gruzu. I ja z ziomkiem tam byłem. Ja na moim Nicolaiu Heliusie AM 2011, ziomek na Konie Stinky Deluxe 2007. Piękne zawody to były, chociaż niewiele z nich pamiętam. Ale takiego zatrzęsienia Kon stinky, Sant VP Free, jakichś starych Demo i Iron Horse Sunday’ów to dawno na oczy nie widziałem.

Ale wróćmy do chronologii. Jest piątek lekko przed 20, Mateusz przyjeżdża do Bielska. Desant do mnie na kwadrat i zaczynamy ładunek. Bez przegięć, o 8 rano trzeba wstać, żeby złapać transport do Wisły. Udało się. W Szczyrku o dziwo nie ma korków. Dojeżdżamy pod wyciąg który jeszcze nie jeździ, więc przepakowanie i dzida na bazę. Potem, póki możemy i nie niesie to ze sobą przypału jedziemy do centrum do żabki. Prowiant na dwa dni jest w 90% wagi płynny, powrót na bazę tragicznie męczący.

Docieramy, przepakowanie, ogarnąć karnety i jedziemy jeździć. No nie powiem, było grubo, ja jeździłem jakoś do 17 i pod koniec to już miałem problem trafiać w ścieżkę xd. Ale co stało przy bazie, jakie gruzy. O matko!

Potem zawody 4x, w których na szczęście nie braliśmy udziału, za to braliśmy udział w zdecydowanie innych zawodach xd. 2,5 ramy Marlboro w jeden dzień to nie pamiętam kiedy ostatnio spaliłem. Nie my jedyni, ale my chyba najgrubiej. Jak zawsze…

Wieczorny wywiad z Janem Karpielem klasa, zresztą posłuchanie Mistrza zawsze będzie wiele warte.

Chwilę później zawijka na nocleg, bo poziom wczucia już był za duży. Tu już miałem problem trafiać w ścieżkę idąc do latarki…

Nowy dzień, stary ja. Tyle dobrego, że łeb nie pęka. Woda, gazowana woda, dajcie mi dowolną ilość. Spożytkuję każdą. Niedziela to był dzień doprowadzania się do względnego stanu równowagi, nie tylko motorycznej, ale też psychicznej. Postawienie się do moralnego pionu po takim wpierdolu dopaminowym łatwe nie jest. Ale cóż, nie robię tego od wczoraj. Przynajmniej wyjeździłem tyle, że karnet z nawiązką się wrócił. Potem jeszcze spakować się, desant do BB (prawie godzina w korku na S1) i spać. Przespałem 10 godzin i obudziłem się kompletnie niewyspany, ale kontynuacja następnego dnia będzie na inną opowieść.

Elo, do następnego!

Dodaj komentarz