
Zbieranie retro mtb to nie tylko topowe rowery, najlepsze specyfikacje, ani miętowe stany. To przede wszystkim średniaki, albo wręcz low end. To rowery które dla 99% ludzi są złomem. Starym złomem. Nie w każdy weekend siedząc na kiblu rano znajdujemy perełki, zazwyczaj to są właśnie takie rowery. Więc po co to kupować? Po pierwsze – bo lubimy. Kolejne powody są proste – mamy swoją ulubioną markę, czasem trafi się ciekawa wersja i prawie zawsze są to rowery za stówkę czy dwie. Ekwiwalent dobrego flakonu i paczki fajek. Nie nadszarpują budżetu, ba – ich koszt zakupu i całki jest nieodczuwalny. Dokładnie tak było z tym Kastlem. Teraz szybki rzut oka na to jak on wyglądał w dniu zakupu:


Syf, kiła i mogiła. Zapadnięty amortyzator z pokruszonymi elastomerami, udupcony ale chociaż kompletny.

Wieczorna dłubanina, w święta akurat dobra odskocznia od ciągłego żarcia




Nowe wkłady do widelca, nowe kable, jakieś siodło, jakieś opony, nowe pianki na kiere i w zasadzie finito. HDB to fabryczna wersja pod amortyzator, pełna grupa alivio. Dobrze że ten wideł Tange da się całkowicie rozebrać i wymienić w nim szaszłyki. To by było na tyle.

