Po 11 latach jazdy Nicolai przechodzi na zasłużoną emeryturę. Przez ten czas zrobił swoje i zostawił po sobie masę dobrych wspomnień, ale czas na zmianę warty. Na jego miejsce wpada nowy projekt – Orange Five 27,5 z 2015 roku.

To jeden z najbardziej cenionych modeli trailowych swojej epoki. Five od lat miał opinię roweru „do wszystkiego”, dobrze podjeżdżał, świetnie zjeżdżał i był znany z trwałości. Rocznik 2015 był wyjątkowy. To jedna z ostatnich generacji modelu Five wykonanych z legendarnego aluminium Reynolds 6061-T6, z którego Orange słynęło przez lata. Spawane ręcznie w Halifax w Anglii ramy miały opinię niezniszczalnych, a przy tym zachowywały charakterystyczną sztywność i bezpośredniość prowadzenia. To nie był rower z kategorii „delikatnie i z wyczuciem”. To był sprzęt stworzony do jazdy. Proste i skuteczne zawieszenie single pivot oraz nowoczesna jak na tamte czasy geometria sprawiły, że ten model do dziś ma wielu fanów.
Ten egzemplarz dostał też konkretny osprzęt: Dwa Foxy Factory, XTR, Piasty Hope PRO 2, Formula The One i kilka innych smaczków. Czyli baza jest naprawdę mocna i po ogarnięciu może wyjść z tego bardzo solidna maszyna na szlak. Na razie rower jest do odgruzowania i doprowadzenia do ładu, ale potencjał jest ogromny. Kto zna Orange Five, ten wie, że po odpowiednim serwisie potrafi dalej zawstydzić niejeden nowszy rower. Będzie kozak.









